Wszystkim, którzy to czytają życzę zdrowia, szczęścia i przede wszystkim spełnienia marzeń. Jeśli moje się nie spełniają, to niech się spełnią chociaż wasze. :)
Nie mam ochoty teraz pisać.
To i tak nie ma znaczenia...
wtorek, 25 grudnia 2012
piątek, 14 grudnia 2012
Ehh,,
Piątek. Skończyłam wcześniej lekcje. Za oknem śnieg. Nienawidzę śniegu. I zimna. Mam wtedy zawsze skostniałe, lodowate ręce. Jak trup. Mam ochotę krzyczeć. I płakać. Znoowu zaczyna się kolejny beznadziejny weekand, w którym jak zwykle będę mówiła "prześlizgnij się przez ten dzień jak najszybciej, by się już skończył". Ale doszłam do wniosku że jak się będę tak "prześlizgiwać" przez kolejne dni to umknie mi całe życie. Żyję między jednym cięciem a drugim. Reszta jest mniej ważna. Wielbię piątki. A w poniedziałek już nie widać tak ran. I jeśli ktoś zauważy, to mogę powiedzieć "kot mnie zadrapał", mimo, że nie mam kota. Co za głupoty do ciebie piszę. Już mi chyba naprawdę odbija.
Marnuję sobie życie. A to chyba źle. Ehh... Chyba jestem do tego stworzona. By marnować sobie życie. Bo naprawdę ile można do samej siebie gadać?! Potrafię godzinami nie spać w nocy i układać wewnętrzne monologi o życiu. O miłości. Zwykle o niespełnionej. Tak bardzo chciałabym mieć kogoś, kto powiedziałby do mnie 'Kocham Cię, Maleńka'. Kogoś kto mnie przytuli. Brzydzę się sobą. Jak ja mam mieć kogoś takiego? Pięknością nie jestem. I tu zaczynają się typowo kobiece kompleksy. Czasem widzę że jestem ładna. Naprawdę ładna. Nie maluję się. Ale potem nadgarstek zaczyna mnie swędzieć. I widzę ledwo widoczne blizny. Przypominam sobie dlaczego to robię. I od razu przywracam do siebie myśl, że nikt mnie nie kocha. Że się nienawidzę. I że zawsze będę dla niego niewidzialna, mimo, że tak nie jest. Mój umysł zmyśla nieprawdziwe historie: "Nie licz na to. On Cię nie kocha". Kocha mnie. To widać. A ja kocham jego. Ale pozostanie w tej niewiedzy na zawsze. Amen.
... Twoje oczy mówią, że kochasz, twoje wargi mówią, że nienawidzisz.
Marnuję sobie życie. A to chyba źle. Ehh... Chyba jestem do tego stworzona. By marnować sobie życie. Bo naprawdę ile można do samej siebie gadać?! Potrafię godzinami nie spać w nocy i układać wewnętrzne monologi o życiu. O miłości. Zwykle o niespełnionej. Tak bardzo chciałabym mieć kogoś, kto powiedziałby do mnie 'Kocham Cię, Maleńka'. Kogoś kto mnie przytuli. Brzydzę się sobą. Jak ja mam mieć kogoś takiego? Pięknością nie jestem. I tu zaczynają się typowo kobiece kompleksy. Czasem widzę że jestem ładna. Naprawdę ładna. Nie maluję się. Ale potem nadgarstek zaczyna mnie swędzieć. I widzę ledwo widoczne blizny. Przypominam sobie dlaczego to robię. I od razu przywracam do siebie myśl, że nikt mnie nie kocha. Że się nienawidzę. I że zawsze będę dla niego niewidzialna, mimo, że tak nie jest. Mój umysł zmyśla nieprawdziwe historie: "Nie licz na to. On Cię nie kocha". Kocha mnie. To widać. A ja kocham jego. Ale pozostanie w tej niewiedzy na zawsze. Amen.
... Twoje oczy mówią, że kochasz, twoje wargi mówią, że nienawidzisz.
piątek, 7 grudnia 2012
Człowieku!
Czuję się taka.... Wyzuta z sił. Psychicznie. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Jestem taka.. obca. Jakbym się nigdy nie znała. Jakby ktoś mi zabrał jedyny powód by żyć. I nie mam się już czego trzymać. Jedyna barierka oddaliła się. Nie. To ja od niej odeszłam. Ja się odsunęłam. Teraz stoję na pustym, pomazanym polu. Nie mogę już nic zacząć od nowa. Jakby coś mnie złamało. Jestem zepsuta w środku. Skomplikowany mechanizm mojego ciała się zepsuł. Mózg działa automatycznie. Serce jest na urlopie. A raczej dwie jego połówki. Reszta się spiepszyła. Wszystkie korbki, jak w zegarku przestały się obracać. Cofam się w rozwoju. Ha. Chciałabym. Raczej stoję w martwym punkcie. A to wszystko przez własne chore ambicje. Spieprzona dusza. Ciało nienaruszone. Zewnętrznie. Żyletka już nawet nie chce mi pomagać tak, jak powinna, tak jak mi obiecała, jak trzeba. Marna z niej przyjaciółka, ale zawsze jakaś. Ona się jeszcze stara mnie zrozumieć. Uspokaja mnie myśl kapiącej krwi lądującej na bielutkim, nienaruszonym, puszystym śniegu. Białe, zimne ciało. I czarne postacie poruszające się wokół. Pewnie teraz myślisz jaką mam zrytą psychikę i co się stało. Nie jestem taka na co dzień. Nie wolno pokazywać ludziom swoich słabości. Oni Cie zniszczą. Tak, jak bardzo zniszczona jest moja dusza. Ale niektórzy ludzie robią to nieświadomie. Wypalają wszystko od środka. Psują wszystko jak małe dzieci swoje zabawki. Moje serce jest zepsute. Z wielkim spokojem mogę to stwierdzić.
O mnie
Mam na imię Marta. Nie musisz o mnie nic więcej wiedzieć. Nie jest Ci to potrzebne. Bo przecież nie będziesz pisał książki na mój temat
Subskrybuj:
Posty (Atom)