Marnuję sobie życie. A to chyba źle. Ehh... Chyba jestem do tego stworzona. By marnować sobie życie. Bo naprawdę ile można do samej siebie gadać?! Potrafię godzinami nie spać w nocy i układać wewnętrzne monologi o życiu. O miłości. Zwykle o niespełnionej. Tak bardzo chciałabym mieć kogoś, kto powiedziałby do mnie 'Kocham Cię, Maleńka'. Kogoś kto mnie przytuli. Brzydzę się sobą. Jak ja mam mieć kogoś takiego? Pięknością nie jestem. I tu zaczynają się typowo kobiece kompleksy. Czasem widzę że jestem ładna. Naprawdę ładna. Nie maluję się. Ale potem nadgarstek zaczyna mnie swędzieć. I widzę ledwo widoczne blizny. Przypominam sobie dlaczego to robię. I od razu przywracam do siebie myśl, że nikt mnie nie kocha. Że się nienawidzę. I że zawsze będę dla niego niewidzialna, mimo, że tak nie jest. Mój umysł zmyśla nieprawdziwe historie: "Nie licz na to. On Cię nie kocha". Kocha mnie. To widać. A ja kocham jego. Ale pozostanie w tej niewiedzy na zawsze. Amen.
... Twoje oczy mówią, że kochasz, twoje wargi mówią, że nienawidzisz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz